bez pokory, bo być skromnym teraz to zbyteczne wykluczeni, teraz w końcu na pozycji, kropla prawdy w oceanie ambicji.
piątek, 20 lipca 2012
Nie rozpieszczaj matko.
środa, 14 marca 2012
Gossip Girl here, your one and only source into the scandalous lives of manhattan's elite.
czwartek, 8 marca 2012
SKARŻYPYTKI u spowiedzi.
Znacie słynny wierszyk Jana Brzechwy „Skarżypyta”?? Jasne, że znacie. „Piotruś nie był dzisiaj w szkole, Antek zrobił dziurę w stole, Wanda obrus poplamiła, (…) Któż się Ciebie o to pyta? Nikt. Ja jestem skarżypyta!” To jedna z pierwszych rymowanek jakie kiedykolwiek recytowaliśmy wszyscy chórem już w przedszkolu! Właśnie – W PRZEDSZKOLU. Niektórym niestety zostało to do dziś. Cóż, może nie do końca mam tu na myśli słowa poszczególnych wersów „Skarżypyty”. Chodzi mi bardziej o pewną manierę, z którą trudno jest się rozstać będąc „absolwentem” przedszkola, później kończąc kolejno gimnazjum, liceum aż do czasów studenckich (kto wie, może później też to nie mija;)). Może samo określenie SKARŻYPYTA nie koniecznie odzwierciedla to co mam na myśli. Wytłumaczę. Od dawna mam do czynienia z osobami (uściślając koleżankami), które mają problemy z pohamowaniem odruchu plotkarstwa, nie jako plotkarstwa samego w sobie. Przechodząc do konkretów, strasznie irytuje mnie problem z trzymaniem języka za zębami. Są czasami tematy, które porusza się tylko z bliskimi osobami, prawda? Więc jeśli idziesz do przyjaciółki ponarzekać na chłopaka, który notorycznie Cie drażni, obgadać rodziców, czy cokolwiek innego nie odczuwasz potrzeby, żeby za każdym razem mówić: TYLKO NIE MÓW NIKOMU, bo naturalne wydaje Ci się to, że przyjaciel umie zachować co nieco dla siebie. ALE, JEDNAK I LECZ: NIE, NIE UMIE. Nie mówię, że każdy nie umie, bo większość moich koleżanek nie ma z tym problemu. Są natomiast i te, które z każdą, nawet najintymniejszą TWOJĄ sprawą lecą do CHŁOPAKA, MAMY lub innej koleżanki. For God’s sake! Dlaczego? Znajdźcie sobie pudełeczko, albo skrzyneczkę, najlepiej na kluczyk, i to co „musicie” wygadać napiszcie na małej kolorowej, może być nawet pachnącej, karteczce i wrzućcie do środka! Rozumiem, że niektóre sekrety potrafią być tak ‘wielkie i poważne’, że sprawiają wrażenie jakby ciążyły na klatce piersiowej uniemożliwiając oddychanie, ale SEKRET TO SEKRET i kropka. Czasem wydaje się, że łatwiej będzie jak się podzielisz cudzą tajemnicą z osobą zaufaną, ale UWAGA: „zaufany” to rzecz względna. Powiesz komuś, komuś się wymsknie a następny nie będzie się nawet wahał, żeby to rozpowiedzieć uznając to za świetna famę i sensację, której żal nie rozpowiedzieć. I tak oto rodzą się plotki, które „przypadkowo” wychodzą z ust Twoich najbliższych. Dla mnie to jest wiocha i żenada. Zwłaszcza jeśli chodzi o spowiedź ‘w parach’, czyli: ‘kochanie, mówmy sobie o wszystkim (nawet o najobrzydliwszych sekretach przyjaciół)’. Taka postawa w związku jest ostatnio szczególnie trendy. Nie mam pojęcia dlaczego niektórzy są przekonani, że skoro szczerość jest podstawą w związku to nie ma rzeczy, którą można by zachować dla siebie. Ja, na przykład, nie mam z tym żadnego problemu. Nie urządzam ani swojej mamie, ani chłopakowi przedstawienia z cyklu: „Wszystko, czego dziś się dowiedziałam/Wszystko, czego nie powinnam Ci powiedzieć”. Nawet nie dlatego, że mnie nie kusi, tylko dlatego, że ICH TO NIE INTERESUJE. Mój facet wzruszyłby ramionami i spojrzał się na mnie jak na idiotkę, która plecie coś do niego po ‘babsku’, czyli w języku, którego nigdy nie zrozumie a to co moja koleżanka przeżywa teraz w związku, czy kogo poznała, etc uważa za rzecz zbędną i automatycznie wyrzuca to ze swojej świadomości. Nie, żebym się przejmowała, raczej wzbudza to we mnie śmiech, tym bardziej, że potrafię oddzielić sprawy, które mogę komuś zdradzić i komu i których nie mogę, i komu. Tak więc pełna zirytowania żałosnym ‘pseudopsiapsiółkowaniem’ umieszczam tu tę notkę jako przestrogę dla tych skarżypyt, które chodzą do „spowiedzi” regularnie, żeby nie zdradzały grzeszków swoich koleżanek, bo nie na tym spowiedź polega.;]
poniedziałek, 30 stycznia 2012
nie HIPSTERYZUJ!
Od kiedy pamietam, zawsze w moim zyciu pojawialo sie cos wyjatkowo, co napawalo mnie przeolbrzymia radoscia. Cieszylem sie, ze moge to podziwiac i rozwijac sie dzieki temu. Harry Potter... o prosze! Wiem, ze to smieszny przyklad w ustach( tzn. dokladnie to pod opuszkami palcow) 22letniego kwiata, ale czytalem to jeszcze jak bylem w podstawowce. Z racji tego, ze od dziecka nie mialem problemu z dostepem do ksiazek, bylem w trakcie walkowania 4tej czesci "Harry'ego" kiedy to stal sie popularny w mediach i dostepny w kazdej ksiegarnii. Wszedzie o tym trabili! Bil rekordy popularnosci! Pojawil sie pomysl ekranizacji, byly spotkania z J.K. Rowling. Wszyscy o tym mowili! Zagoscilo we mnie uczucie, ktore miewam do dzisiaj. Boze, w jednej chwili znienawidzielm te ksiazke i rzucilem ja w kat - do dzis tam lezy. Cos co bylo wyjatkowe, sprawialo mi przyjemnosc stalo sie nagle WSZYSTKICH, nie tylko moje... Nie umialem sobie z tym poradzic.
Nastepnie byla kultura hiphop. Szukalem swojego miejsca w tamtym swiecie. Probowalem robic wrzuty(choc ciezko to tak nazwac, ale podjarka byla), jezdzilem na rolkach, probowalem swoich sil na rolkach i hulajnodze. Slucham jednak rock'a i hardcoru. Chodzilem w czapeczce, koszulach krate, bluzach z kapturem, plaskich butach i spodniach zazwyczaj szerokich. Szalalem na punkcie Limp Bizkit. Od starszych kolegow zaczalem zarazac sie muzyka rap... 2pac, kaliber, wzgorze... Zarazilem sie tym. Nagle znow naplynal tlum, niewiadomo skad, wszedzie pisali o hiphopie nawet w "Brawo" byl slowniczek hiphopowego slangu! BOZE CO ZA ZENADA - myslalem sobie. Ja poznawalem ten swiat sam, z pomoca starszych kolegow, ktorzy mozna powiedziec tworzyli w naszym miescie stara szkole, a tu taki cios! Nagle zwykle lamusy z klasy stawaly sie hiphopowcami! Nigdy nie zapomne, jak przez wszystkich lubianych, kolega z podstawowki (o wdziecznej urodzie z zenskimi chromosonami:) przechwalal sie na przerwach, ze byl w lokalnym klubie na koncercie PEJI. Opowiadal, ze byl tam taki podescik dla 'mlodych skejcikow' i on na nim byl i robil tak(pokazywal jak machal reka). Bylem wtedy w 6tej klasie, ale ubaw byl po pachy, nawet teraz jest:P Kolejna sprawa - muzyka... jestem pierdolonym melomanem! Kiedys prowadzilem nawet forum, ktore pewnego miesiaca bylo w pierwszej 10siatce w rankingu FTB.PL . Wszystko bylo pieknie, poswiecalem temu kazda wolna chwile. Studiowalem temat muzyki HOUSE wszedzie gdzie bylo to mozliwe. Nie tylko bylem na biezaco, ale znalem cala historie, praktycznie wszystkie znaczace wytwornie i wykonawcow. Po prostu bylem pierdolona baza danych. Oprocz tego sledzilem najnowsze release'y, sciagalem je i uploadowalem na forach (oczywiscie mialem swoje forum, ale dzialalem tez na innych) korzystajac z lacza... UWAGA... 128/64 - wyobrazacie sobie??:) Pojawil sie jednak natlok innych obowiazkow, praca, dorabianie, nauka, sport... niestety musialem oddac mojemu wspolnikowi piecze nad forum. Mimo tego, staralem sie "plywac w zupie" i co jakis czas przesluchiwalem chociaz nowosci. W tej chwili, gdy patrze na to z perspektywy czasu - nie moge uwierzyc co sie stalo i jak mocno to sie popsulo! Muzycznych lamusow wyroslo wiecej jak grzybow po deszczu! A najlepsze to, ze 'sciagaczami' i pseudo dj'ami jaraja sie wszystkie ciemnoty! Natomiast ta muzyka, ktora proponuja jest beznadziejna!(przepraszam, 1 kawalek na 10 jest spoko). Maja sie za niewiadomo kogo, nie majac pojecia o tym kto byl przed nimi, i jaka historie ma ta muzyka! Nie sztuka jezdzic jest na kazdy event, albo sciagac wszystko co popadnie. Trzeba nabrac takiego obycia... Osobiscie, uwazam, ze tak musialo byc. Dzieki temu teraz doceniam kazda muzyka i interesuje sie kilkoma gatunkami. Te wydarzenia otworzyly mi oczy i jestem wdzieczny, poniewaz wczesniej bylem slepy... Moze to kwestia wieku - nie wiem. Teraz moj najlepszy temat... MMA!!! Nie wspominam juz o kulturystyce, odzywianiu, suplementacji, dopingu, bo te tematy ucichly, ale MMA! JENY! To co media zrobily w Polsce... KSW... Kiedy nikt o tym nie slyszal, kiedy ludzie mysleli ze kickboxing to K1, a mma to nielegalne walki w klatkach. Ja zapierdalalem 3 razy w tygodniu na salke z goscmi starszymi o 20 lat i wazacymi 40 - 50 kg wiecej. Nie zebym sie zalil - bylo zajebiscie, cudowne lata mojego zycia. Forme mialem taka, ze kondycyjnie i psychicznie moglem zmierzyc sie z kazdym. Wiadomo brakowalo jednak masy, sily. Technika byla taka, jaka mozna wycwiczyc przez 3 lata. Do tego duzo biegalem - naprawde duzo 10 - 20 km, 3 razy w tygodniu - reszta dnia przebiezka 7 km. 3 razy w tyg silownia. Dieta, odzywki - nie widzialem swiata poza tym. Jednak ta dyscyplina nie byla tak rozwinieta... w moim malym miescie malo kto o tym slyszal, uczylem sie tego od starszych kolegow, ktorzy trenowali w klubach, z internetu, czasem zdarzyl sie wyjazd na seminarium. Ja juz wtedy znalem legendarne walki, najbardziej znane federacje i zawodnikow. Stalo sie jak sie stalo, troche zboczylem z toru, pozniej wypadek. Odpuscilem sport, nie moglem sie zebrac do kupy. Jednak do dzis pamietam ile kosztowalo mnie to wyrzeczen, godzin pracy, zmeczenia i litrow potu.
Do TV weszlo KSW i PUDZIAN... na ulicach dzieciacki w bluzach MMA(takie z ryniacza noname'y). Kluby zapelnione zawodnikami ze slomianymi zapalami. Nagle wszyscy znawcy sztuk walk, kazdy jeden lamus trenuje i wypisuje na FB "ALE PUDZIAN GO ZLAL" - ZENADA. Az mi smuto gdy to pisze...
Czesci kolejna mojej wielkie rozkminy jest... znow muzyka! Teraz jednak spojrze na nia pod innym kontem. Nie lubie siebie za to, ale mam tak, ze podoba mi sie jakis kawalek... bardzo mi sie podoba, dotyka wrecz mojego serca... staje sie popularny i nagle go nienawidze. Nie wiem czmeu tak jest... Czy to moze byc zazdrosc? Nie chce byc hipsterem...
Chcialbym zaznaczyc, ze w zadnych z tych dziedzin nie bylem jakims sensei, ale kazda z tych rzeczy pokochalem sam. Media mi tego nie nasunely. Czy to byl "Harry" czy waleczki - sam zdobywalem wiedze i umiejetnosci. A przede wszystkim poswiecalem sie temu w calosci i oddalem swoja dusze za te przyjemnosci. Wkurwia mnie jak grono cweli raptem staje sie wielkimi znawcami, sportowcami i nie wiem jak sie unosza. Wiecej skromnosci KURWA! Nie zapominajcie, ze byl juz tam ktos przed Wami!
Mam nadzieje, ze zrozumiem sam moj syndrom, troche wyluzuje i znow bede mogl sluchac GOTYE...:)