Plotka jest definiowana w słownikach językowych jako niesprawdzona lub kłamliwa pogłoska, powodująca utratę dobrego wizerunku osoby, której dotyczy, a plotkowanie jako robienie, rozpowszechnianie plotek. (wikipedia.pl)
Na pewno wielu z Was miało okazję zobaczyć kiedyś chociaż odcinek jednego z najpopularniejszych amerykańskich, nieco bananowych seriali "Gossip Girl". Jak wiadomo tytułowa bohaterka jeszcze nie ukazała się na wizji a jedyne co robi to zbiera i miesza plotki tak, by wywołać sensację i przykuć na siebie uwagę mieszkańców Manhattanu. Manhattanu to my tu nie mamy za to gossip man jest tu niejeden. Wyobraźcie sobie sytuację, że dzieje się w czyimś prywatnym życiu coś całkiem banalnego a ktoś coś dodaje i w takiej oto ubarwionej wersji wysyła w świat robiąc z tego niemałą sensację a w okół siebie zamieszanie. Ale to zaraz. Każdy był kiedyś, przynajmniej raz w ciągu życia, obiektem plotek i drwin i nikt mi nie powie, że nie - nawet najbardziej szare i bezbarwne istoty, które nie wyróżniają się niczym z tłumu. Jest tak bowiem dlatego, że to nie od nas zależy czy będziemy ofiarą pogłoski czy pomówienia tylko od samego źródła, czyli osoby wypuszczającej plotkę. Prawda jest taka, że możesz siedzieć w domu przez pół roku a jeśli ktoś chce z Ciebie zrobić ‘gwiazdę’, to zrobi ją bez Twojej pomocy (jaką ewentualnie mogłoby być Twoje bezpruderyjne zachowanie bądź niecny postępek). Nie wiem co mam w sobie takiego, ale bardzo często jestem ‘na językach’, a za bardzo się o to nie staram, believe me or not. Zaczęło się od gimnazjum (w podstawówce ludzie byli zbyt cnotliwi i niewinni, albo po prostu ich wyobraźnia nie była na tyle rozwinięta). O czym plotkowało się w gimnazjum? Hmm, że ktoś tam zakochał się w kimś tam, że ten pisze do tej, że ta popłakała się przy tablicy. Niby nic a tak to wtedy bolało, pamiętam te dni, kiedy wstydziłam się iść do szkoły, ‘bo wszyscy będą się patrzeć, bo wszyscy na pewno wiedzą’. O ironio losu!! Gdybym wtedy wiedziała jak kiedyś będzie się o mnie mówić nawet bym się nie zorientowała, że coś jest na rzeczy. Potem liceum. No, w liceum już było trochę ‘ostrzej’: tamten jest z tą a spotyka się z tamtą, tamta ukradkiem wypisuje z tym, przyjaciółki nierozłączki pokłóciły się na zawsze, ona go zdradziła, on ją uderzył, ona się ‘najebała’ etc. To normalne, wchodzi się w bardziej ‘dorosłe’ grono, powoli żegna się z cnotą, tu się popala, tam się popija. Człowiek się tłumaczył, czasem może popłakiwał, spać nie mógł, bo jakiś kretyn nie miał nic ciekawego do powiedzenia na pierwszej randce więc objechał Ci dupę. W każdym razie, opuszczając liceum i małomiasteczkowe klimaty oczekiwałam, że żyjąc w dużym mieście, spotykając się z dorosłymi ludźmi, studiując z tymi inteligentnymi nikt mnie już nigdy nie zaskoczy opowieścią czego to ja niby nie zrobiłam. Ale myliłam się, to znaczy w pewnym sensie oczywiście. Faktycznie, tutaj nie miałam okazji usłyszeć na swój temat nic wymyślonego. Jednak zdumiewa mnie fakt, że mimo, że na co dzień siedzę w prawie że metropolii to w moim rodzinnym miasteczku wciąż się o mnie mówi!! WOW, to daje mi do myślenia: albo za mną tęsknią, albo jestem tam naprawdę wielką osobistością, albo mam surogata, który jest jakoś źle zaprogramowany i robi wiochę (choć nie mam żalu, bo robot to tylko maszyna). Oczywiście porównując do czasów gimnazjalno-licealnych dziś ploty roznoszą się na większa skalę niż klasa czy szkoła jednak W OGOLE I KOMPLETNIE się tym nie przejmuję, nawet czasem się z tego pośmieję, w sumie zawsze się z tego śmieję. Problem jednak polega na tym, że niektórzy dorośli już ludzie, ludzie, którzy nawet pokończyli studia (choć ciągle zastanawiam się jakim cudem), są w stanie obsmarować komuś tyłek nawet nie na podstawie jakiegoś zaistniałego faktu, tylko na podstawie własnej, rozbudowanej a jednak kiepskiej, wyobraźni. Przyznajcie, że to trochę kiepskie: z jednej strony być wyluzowanym ziomeczkiem a z drugiej wymyślać jakieś pseudosensacyjne plotki i bazować na nich przez rok dopóki już nikt nie będzie mógł tego słuchać a po roku wymyślać nowe osobliwe przypadki i podpinać je do nowej ofiary. To przykre, że coś tak kompletnie nieinteresującego dla Ciebie i dla wielu innych osób może być tak ciekawe dla Gossip maker’a. Co musi być nie tak z kimś dla kogo wygrzebywanie brudów z Twojej odległej, niezwiązanej z nim przeszłości lub tworzenie nowych brudów jest ciekawsze niż życie własnym życiem. Taaa, to nieco przykre, że czasem w wieku 24, 25, 26 lat można po cichu uważać kogoś za ciekawszą osobę od siebie a jej życie za lepsze i pełniejsze wrażeń. Albo po prostu być zazdrosnym i bawić się w Gossip Girl.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz