Znacie słynny wierszyk Jana Brzechwy „Skarżypyta”?? Jasne, że znacie. „Piotruś nie był dzisiaj w szkole, Antek zrobił dziurę w stole, Wanda obrus poplamiła, (…) Któż się Ciebie o to pyta? Nikt. Ja jestem skarżypyta!” To jedna z pierwszych rymowanek jakie kiedykolwiek recytowaliśmy wszyscy chórem już w przedszkolu! Właśnie – W PRZEDSZKOLU. Niektórym niestety zostało to do dziś. Cóż, może nie do końca mam tu na myśli słowa poszczególnych wersów „Skarżypyty”. Chodzi mi bardziej o pewną manierę, z którą trudno jest się rozstać będąc „absolwentem” przedszkola, później kończąc kolejno gimnazjum, liceum aż do czasów studenckich (kto wie, może później też to nie mija;)). Może samo określenie SKARŻYPYTA nie koniecznie odzwierciedla to co mam na myśli. Wytłumaczę. Od dawna mam do czynienia z osobami (uściślając koleżankami), które mają problemy z pohamowaniem odruchu plotkarstwa, nie jako plotkarstwa samego w sobie. Przechodząc do konkretów, strasznie irytuje mnie problem z trzymaniem języka za zębami. Są czasami tematy, które porusza się tylko z bliskimi osobami, prawda? Więc jeśli idziesz do przyjaciółki ponarzekać na chłopaka, który notorycznie Cie drażni, obgadać rodziców, czy cokolwiek innego nie odczuwasz potrzeby, żeby za każdym razem mówić: TYLKO NIE MÓW NIKOMU, bo naturalne wydaje Ci się to, że przyjaciel umie zachować co nieco dla siebie. ALE, JEDNAK I LECZ: NIE, NIE UMIE. Nie mówię, że każdy nie umie, bo większość moich koleżanek nie ma z tym problemu. Są natomiast i te, które z każdą, nawet najintymniejszą TWOJĄ sprawą lecą do CHŁOPAKA, MAMY lub innej koleżanki. For God’s sake! Dlaczego? Znajdźcie sobie pudełeczko, albo skrzyneczkę, najlepiej na kluczyk, i to co „musicie” wygadać napiszcie na małej kolorowej, może być nawet pachnącej, karteczce i wrzućcie do środka! Rozumiem, że niektóre sekrety potrafią być tak ‘wielkie i poważne’, że sprawiają wrażenie jakby ciążyły na klatce piersiowej uniemożliwiając oddychanie, ale SEKRET TO SEKRET i kropka. Czasem wydaje się, że łatwiej będzie jak się podzielisz cudzą tajemnicą z osobą zaufaną, ale UWAGA: „zaufany” to rzecz względna. Powiesz komuś, komuś się wymsknie a następny nie będzie się nawet wahał, żeby to rozpowiedzieć uznając to za świetna famę i sensację, której żal nie rozpowiedzieć. I tak oto rodzą się plotki, które „przypadkowo” wychodzą z ust Twoich najbliższych. Dla mnie to jest wiocha i żenada. Zwłaszcza jeśli chodzi o spowiedź ‘w parach’, czyli: ‘kochanie, mówmy sobie o wszystkim (nawet o najobrzydliwszych sekretach przyjaciół)’. Taka postawa w związku jest ostatnio szczególnie trendy. Nie mam pojęcia dlaczego niektórzy są przekonani, że skoro szczerość jest podstawą w związku to nie ma rzeczy, którą można by zachować dla siebie. Ja, na przykład, nie mam z tym żadnego problemu. Nie urządzam ani swojej mamie, ani chłopakowi przedstawienia z cyklu: „Wszystko, czego dziś się dowiedziałam/Wszystko, czego nie powinnam Ci powiedzieć”. Nawet nie dlatego, że mnie nie kusi, tylko dlatego, że ICH TO NIE INTERESUJE. Mój facet wzruszyłby ramionami i spojrzał się na mnie jak na idiotkę, która plecie coś do niego po ‘babsku’, czyli w języku, którego nigdy nie zrozumie a to co moja koleżanka przeżywa teraz w związku, czy kogo poznała, etc uważa za rzecz zbędną i automatycznie wyrzuca to ze swojej świadomości. Nie, żebym się przejmowała, raczej wzbudza to we mnie śmiech, tym bardziej, że potrafię oddzielić sprawy, które mogę komuś zdradzić i komu i których nie mogę, i komu. Tak więc pełna zirytowania żałosnym ‘pseudopsiapsiółkowaniem’ umieszczam tu tę notkę jako przestrogę dla tych skarżypyt, które chodzą do „spowiedzi” regularnie, żeby nie zdradzały grzeszków swoich koleżanek, bo nie na tym spowiedź polega.;]
niestety w dzisiejszych czasach jest to jakas wrecz plaga! doskonale Ciebie rozumiem Carmello. Ludzie tak juz maja, ze probuja sie wybielac innymi albo maja za duzo wolnego czasu i zamiast zajac sie soba pierdola o sprawach o ktorych powinni zamilczec. Maja swoje zycia, swoje zwiazki, po co wiec obgaduja innych, tymbardziej swoich bliskich? Nie rozumiem takich praktyk i ani troche ich nie popieram! Ludzie musza na wlasnej skorze pocierpiec to pozniej naucza sie milczec, tak juz jest - no chyba, ze sa totalnymi idiotami, a i tacy sie zdarzaja wsrod znajomych:) najgorsze jest to, ze czlowiek pozniej sam na siebie jest wkurzony, ze chcial sie wygadac by bylo mu lzej a tu taki niefortunny obrot sytuacji i troche zamyka sie w sobie, bo sie sparzyl... nie mowiac juz o tym, ze tamta 'falszywa' osoba traci zaufanie z predkoscia swiatla... KONFIDENTOM MOWIMY NIE! STOP POMOWIENIOM!
OdpowiedzUsuńniestety w dzisiejszych czasach jest to jakas wrecz plaga! doskonale Ciebie rozumiem Carmello. Ludzie tak juz maja, ze probuja sie wybielac innymi albo maja za duzo wolnego czasu i zamiast zajac sie soba pierdola o sprawach o ktorych powinni zamilczec. Maja swoje zycia, swoje zwiazki, po co wiec obgaduja innych, tymbardziej swoich bliskich? Nie rozumiem takich praktyk i ani troche ich nie popieram! Ludzie musza na wlasnej skorze pocierpiec to pozniej naucza sie milczec, tak juz jest - no chyba, ze sa totalnymi idiotami, a i tacy sie zdarzaja wsrod znajomych:) najgorsze jest to, ze czlowiek pozniej sam na siebie jest wkurzony, ze chcial sie wygadac by bylo mu lzej a tu taki niefortunny obrot sytuacji i troche zamyka sie w sobie, bo sie sparzyl... nie mowiac juz o tym, ze tamta 'falszywa' osoba traci zaufanie z predkoscia swiatla... KONFIDENTOM MOWIMY NIE! STOP POMOWIENIOM!