środa, 14 marca 2012

Gossip Girl here, your one and only source into the scandalous lives of manhattan's elite.

Plotka jest definiowana w słownikach językowych jako niesprawdzona lub kłamliwa pogłoska, powodująca utratę dobrego wizerunku osoby, której dotyczy, a plotkowanie jako robienie, rozpowszechnianie plotek. (wikipedia.pl)
Na pewno wielu z Was miało okazję zobaczyć kiedyś chociaż odcinek jednego z najpopularniejszych amerykańskich, nieco bananowych seriali "Gossip Girl". Jak wiadomo tytułowa bohaterka jeszcze nie ukazała się na wizji a jedyne co robi to zbiera i miesza plotki tak, by wywołać sensację i przykuć na siebie uwagę mieszkańców Manhattanu. Manhattanu to my tu nie mamy za to gossip man jest tu niejeden. Wyobraźcie sobie sytuację, że dzieje się w czyimś prywatnym życiu coś całkiem banalnego a ktoś coś dodaje i w takiej oto ubarwionej wersji wysyła w świat robiąc z tego niemałą sensację a w okół siebie zamieszanie. Ale to zaraz. Każdy był kiedyś, przynajmniej raz w ciągu życia, obiektem plotek i drwin i nikt mi nie powie, że nie - nawet najbardziej szare i bezbarwne istoty, które nie wyróżniają się niczym z tłumu. Jest tak bowiem dlatego, że to nie od nas zależy czy będziemy ofiarą pogłoski czy pomówienia tylko od samego źródła, czyli osoby wypuszczającej plotkę. Prawda jest taka, że możesz siedzieć w domu przez pół roku a jeśli ktoś chce z Ciebie zrobić ‘gwiazdę’, to zrobi ją bez Twojej pomocy (jaką ewentualnie mogłoby być Twoje bezpruderyjne zachowanie bądź niecny postępek). Nie wiem co mam w sobie takiego, ale bardzo często jestem ‘na językach’, a za bardzo się o to nie staram, believe me or not. Zaczęło się od gimnazjum (w podstawówce ludzie byli zbyt cnotliwi i niewinni, albo po prostu ich wyobraźnia nie była na tyle rozwinięta). O czym plotkowało się w gimnazjum? Hmm, że ktoś tam zakochał się w kimś tam, że ten pisze do tej, że ta popłakała się przy tablicy. Niby nic a tak to wtedy bolało, pamiętam te dni, kiedy wstydziłam się iść do szkoły, ‘bo wszyscy będą się patrzeć, bo wszyscy na pewno wiedzą’. O ironio losu!! Gdybym wtedy wiedziała jak kiedyś będzie się o mnie mówić nawet bym się nie zorientowała, że coś jest na rzeczy. Potem liceum. No, w liceum już było trochę ‘ostrzej’: tamten jest z tą a spotyka się z tamtą, tamta ukradkiem wypisuje z tym, przyjaciółki nierozłączki pokłóciły się na zawsze, ona go zdradziła, on ją uderzył, ona się ‘najebała’ etc. To normalne, wchodzi się w bardziej ‘dorosłe’ grono, powoli żegna się z cnotą, tu się popala, tam się popija. Człowiek się tłumaczył, czasem może popłakiwał, spać nie mógł, bo jakiś kretyn nie miał nic ciekawego do powiedzenia na pierwszej randce więc objechał Ci dupę. W każdym razie, opuszczając liceum i małomiasteczkowe klimaty oczekiwałam, że żyjąc w dużym mieście, spotykając się z dorosłymi ludźmi, studiując z tymi inteligentnymi nikt mnie już nigdy nie zaskoczy opowieścią czego to ja niby nie zrobiłam. Ale myliłam się, to znaczy w pewnym sensie oczywiście. Faktycznie, tutaj nie miałam okazji usłyszeć na swój temat nic wymyślonego. Jednak zdumiewa mnie fakt, że mimo, że na co dzień siedzę w prawie że metropolii to w moim rodzinnym miasteczku wciąż się o mnie mówi!! WOW, to daje mi do myślenia: albo za mną tęsknią, albo jestem tam naprawdę wielką osobistością, albo mam surogata, który jest jakoś źle zaprogramowany i robi wiochę (choć nie mam żalu, bo robot to tylko maszyna). Oczywiście porównując do czasów gimnazjalno-licealnych dziś ploty roznoszą się na większa skalę niż klasa czy szkoła jednak W OGOLE I KOMPLETNIE się tym nie przejmuję, nawet czasem się z tego pośmieję, w sumie zawsze się z tego śmieję. Problem jednak polega na tym, że niektórzy dorośli już ludzie, ludzie, którzy nawet pokończyli studia (choć ciągle zastanawiam się jakim cudem), są w stanie obsmarować komuś tyłek nawet nie na podstawie jakiegoś zaistniałego faktu, tylko na podstawie własnej, rozbudowanej a jednak kiepskiej, wyobraźni. Przyznajcie, że to trochę kiepskie: z jednej strony być wyluzowanym ziomeczkiem a z drugiej wymyślać jakieś pseudosensacyjne plotki i bazować na nich przez rok dopóki już nikt nie będzie mógł tego słuchać a po roku wymyślać nowe osobliwe przypadki i podpinać je do nowej ofiary. To przykre, że coś tak kompletnie nieinteresującego dla Ciebie i dla wielu innych osób może być tak ciekawe dla Gossip maker’a. Co musi być nie tak z kimś dla kogo wygrzebywanie brudów z Twojej odległej, niezwiązanej z nim przeszłości lub tworzenie nowych brudów jest ciekawsze niż życie własnym życiem. Taaa, to nieco przykre, że czasem w wieku 24, 25, 26 lat można po cichu uważać kogoś za ciekawszą osobę od siebie a jej życie za lepsze i pełniejsze wrażeń. Albo po prostu być zazdrosnym i bawić się w Gossip Girl.

czwartek, 8 marca 2012

SKARŻYPYTKI u spowiedzi.

Znacie słynny wierszyk Jana Brzechwy „Skarżypyta”?? Jasne, że znacie. „Piotruś nie był dzisiaj w szkole, Antek zrobił dziurę w stole, Wanda obrus poplamiła, (…) Któż się Ciebie o to pyta? Nikt. Ja jestem skarżypyta!” To jedna z pierwszych rymowanek jakie kiedykolwiek recytowaliśmy wszyscy chórem już w przedszkolu! Właśnie – W PRZEDSZKOLU. Niektórym niestety zostało to do dziś. Cóż, może nie do końca mam tu na myśli słowa poszczególnych wersów „Skarżypyty”. Chodzi mi bardziej o pewną manierę, z którą trudno jest się rozstać będąc „absolwentem” przedszkola, później kończąc kolejno gimnazjum, liceum aż do czasów studenckich (kto wie, może później też to nie mija;)). Może samo określenie SKARŻYPYTA nie koniecznie odzwierciedla to co mam na myśli. Wytłumaczę. Od dawna mam do czynienia z osobami (uściślając koleżankami), które mają problemy z pohamowaniem odruchu plotkarstwa, nie jako plotkarstwa samego w sobie. Przechodząc do konkretów, strasznie irytuje mnie problem z trzymaniem języka za zębami. Są czasami tematy, które porusza się tylko z bliskimi osobami, prawda? Więc jeśli idziesz do przyjaciółki ponarzekać na chłopaka, który notorycznie Cie drażni, obgadać rodziców, czy cokolwiek innego nie odczuwasz potrzeby, żeby za każdym razem mówić: TYLKO NIE MÓW NIKOMU, bo naturalne wydaje Ci się to, że przyjaciel umie zachować co nieco dla siebie. ALE, JEDNAK I LECZ: NIE, NIE UMIE. Nie mówię, że każdy nie umie, bo większość moich koleżanek nie ma z tym problemu. Są natomiast i te, które z każdą, nawet najintymniejszą TWOJĄ sprawą lecą do CHŁOPAKA, MAMY lub innej koleżanki. For God’s sake! Dlaczego? Znajdźcie sobie pudełeczko, albo skrzyneczkę, najlepiej na kluczyk, i to co „musicie” wygadać napiszcie na małej kolorowej, może być nawet pachnącej, karteczce i wrzućcie do środka! Rozumiem, że niektóre sekrety potrafią być tak ‘wielkie i poważne’, że sprawiają wrażenie jakby ciążyły na klatce piersiowej uniemożliwiając oddychanie, ale SEKRET TO SEKRET i kropka. Czasem wydaje się, że łatwiej będzie jak się podzielisz cudzą tajemnicą z osobą zaufaną, ale UWAGA: „zaufany” to rzecz względna. Powiesz komuś, komuś się wymsknie a następny nie będzie się nawet wahał, żeby to rozpowiedzieć uznając to za świetna famę i sensację, której żal nie rozpowiedzieć. I tak oto rodzą się plotki, które „przypadkowo” wychodzą z ust Twoich najbliższych. Dla mnie to jest wiocha i żenada. Zwłaszcza jeśli chodzi o spowiedź ‘w parach’, czyli: ‘kochanie, mówmy sobie o wszystkim (nawet o najobrzydliwszych sekretach przyjaciół)’. Taka postawa w związku jest ostatnio szczególnie trendy. Nie mam pojęcia dlaczego niektórzy są przekonani, że skoro szczerość jest podstawą w związku to nie ma rzeczy, którą można by zachować dla siebie. Ja, na przykład, nie mam z tym żadnego problemu. Nie urządzam ani swojej mamie, ani chłopakowi przedstawienia z cyklu: „Wszystko, czego dziś się dowiedziałam/Wszystko, czego nie powinnam Ci powiedzieć”. Nawet nie dlatego, że mnie nie kusi, tylko dlatego, że ICH TO NIE INTERESUJE. Mój facet wzruszyłby ramionami i spojrzał się na mnie jak na idiotkę, która plecie coś do niego po ‘babsku’, czyli w języku, którego nigdy nie zrozumie a to co moja koleżanka przeżywa teraz w związku, czy kogo poznała, etc uważa za rzecz zbędną i automatycznie wyrzuca to ze swojej świadomości. Nie, żebym się przejmowała, raczej wzbudza to we mnie śmiech, tym bardziej, że potrafię oddzielić sprawy, które mogę komuś zdradzić i komu i których nie mogę, i komu. Tak więc pełna zirytowania żałosnym ‘pseudopsiapsiółkowaniem’ umieszczam tu tę notkę jako przestrogę dla tych skarżypyt, które chodzą do „spowiedzi” regularnie, żeby nie zdradzały grzeszków swoich koleżanek, bo nie na tym spowiedź polega.;]